Weekend
był jakiś taki szary, po 10 pojechałam z mamą do Ikei, zażyczyła
sobie lampy tej samej co
ja
( mój boże złoty) wszystko po mnie papuguję :/ Po Ikei
pojechałyśmy na zakupy, żeby kupić coś do zjedzenia. Wróciłam
do domu, wyszłam wiadomo z pieskiem.
Dziwnym
trafem zasnęłam (dużo śpię, jeśli jest mi ciągle zimno). Po
dużej drzemce zajęłam się jakimiś pierdołami i mój Matti
zadzwonił, że wieczorkiem przyjedzie. Nie mogłam się doczekać,
Przyjechał
na rowerze, wypiliśmy po desperadosie przy muzyczce i zasnęliśmy.
W sumie spał jak taki niedźwiedź a mnie nogi bolały bo była
zmiana pogody i ktoś sobie strasznie głośną imprezkę urządził
:/ Takie techno i klubowa , że mnie głowa bolała, gówniana muzyka
jak nie powiem co.
Wszystko
byłoby ok, gdyby nie to, że mojej matce nie jest już nic w stanie
dogodzić; przeszkadzają Jej ludzie na ulicy, zaśmiecone chodniki,
chyba cały świat – czasami mam jej dość!!!
Lecz
to jest normalne, że w soboty część ludzi nie pracuję, ma wolną
sobotę to korzysta z tego wybierając się na zakupy → proste. A
moja mama ma codziennie wolne, ja też, ale próbuję coś z tym
zrobić. Za tydzień mam zjazd szkolny to trzeba koniecznie iść.
Żeby
tylko nadchodzący tydzień był taki pomyślny, ja już nie mam
zbytnio siły na to wszystko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz