14 -01 -2015



14- 01-2015
Jestem od wtorku na zwolnieniu lekarskim, nerwy, stres, brak regularnego jedzenia posiłków, osłabiły mnie.
Była do dupy pogoda, wiało jak we Finlandii, zawiało mnie i to ogromnie.  Odczułam to w poniedziałek, nie spałam z niedzieli na ten dzień, spać nie mogłam. Bo od już miesiąca tabletek nie brałam, bo mi się skończyły.

Odkąd nie biorę tabletek na nerwicę i na senne, jest ze mną marnie, a wręcz kiepsko, bardzo źle, bywają dni, że mam za dużo histerycznych czarnych myśli, sama w sobie jestem zdenerwowana, nerwy mi latają.
Bo sytuacja jest nadal taka sama, warunki te same, jedynie tam zawodowo, praca, większe pieniądze.

Po pracy cała ztyrana jak mały koń po wielkim ciężkim westernie pojechałam na deptak po spodnie i koszulkę i tabletki, przyszłam, zasnęłam. Obudziłam się po 8, wystraszyłam się, bo zaspałam do pracy, ale nagle tak się słabo poczułam całą wrzałam, chrypa jak diabli, brak głosu, nos zapchany jak komin, gardło nawalone, głowa pękała a kości szczypały, pomyślałam, że gdybym teraz pojechała do pracy, to bym dostała zapalenia płuc i bym wszystkich pozarażała, a to by było dopiero źle, zaczęły by panie chorować eech :(
Telefon w łapie szukam numeru, wszystkie słowa wpisuję i nic, zonk, nie mam numeru do sklepu, brak zasięgu, to i brak Internetu, książki telefonicznej nie mam, bo stacjonarnego nie mam, mama ma zawirusowany komputer i Internet zepsuty, kurdeee co ja mam zrobić?? No co zrobię, przecież nawet gdybym miała numer nie byłabym w stanie z kierowniczką rozmawiać , bo jak z brakiem głosu, za nic by mnie nie zrozumiała. Myślę sobie, niestety po lekarzu zaniosę zaświadczenie i po proszę o powiadomienie.
Całą zdenerwowana, słabo tak się czułam, że świadomość traciłam, pierdzieliłam, poszłam osobiście się zarejestrować, bo przez cała 8 godzinę próbowałam się dodzwonić do Przychodni, pani w rejestracji była na tyle sympatyczna, że wpisała mnie jako  pierwszą do doktor, bo widziała po mnie że jestem na prawdę chora, Dziękuję, uratowała mi pani życie :(

Od razu po lekarzu pojechałam do zarządu, dałam to co miałam dać, po sprawie. Pojechałam do domu, do apteki wpierw, żeby kupić lekarstwa z kartki, która mi lekarka wypisała, do łóżka poleciałam spać.

Przez następne dni leżałam w łóżku i kurowałam się. W piątek musiałam wstać z łóżka , żeby pójść
zeskanować moje prace kontrolne



Korzystałam z urlopu chorobowego, to brałam się za zrobienie prac kontrolnych z polskiego i angielskiego.
Sandra mnie obudziła telefonem, czy idę z Nią na Fredry do ksero, mówię ok, i się zaczęło :P ja zeskanowałam sobie moje pracę na pendrive na Nowowiejskiego obok salonu kosmetycznego i sklepiku spożywczego POLECAM.

Miałyśmy ze Sandrą ochotę na kawę, więc wybrałyśmy się do Mc Cafe ( również śmiało POLECAM).
Zamówiłam 2 cappuccino i sobie pod oknami wypiłyśmy, bóstwo! I przy okazji jedno z marzeń spełniłam, poranek spędziłam w kawiarni ^^ jupi! A obok zarząd pfff…
Pojechałyśmy zobaczyć nową Galerię Dębiec, spodobała mi się, nie wielka przestrzeń, spore miejsce na WiFi, w tych lubońskich autobusach jest klimat! Brakowało mi takiej wolności, spokoju.

Powędrowałam znowu do łóżka , przypomniało mi się, że kupiłam sobie gazetę Twój Styl z kalendarzykiem,
Otworzyłam go, wertowałam od strony do strony.




O niebo lepszy od poprzednika.. Strasznie się źle czuję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Aktualność

Cześć! Bardzo dawno temu nie dodawałam żadnego aktualnego wpisu i to już od prawie roku. Brakowało czasu, a jak był czas to potrzebowa...