Na poczatek majówki WROCŁAW i zoo


Drugi dzień maja, polskie narodowe święto flagi to z tej okazji wywiesiłam na swoim balkonie
Byłam na bardzo miłym spotkaniu ze znajoma Marta i poznałam jej malutkiego prawie 3- miesięcznego Kubusia, kochany okruszek :)
Byliśmy w Malcie , posiedziałyśmy, pogadałyśmy popijając cappuccino i czas zleciał.

Ogólnie majówkę zaczęłam dość boleśnie: z bólami pleców, krzyży, ramion, rąk; przesilenie fizyczne, za dużo się przedźwignęłam, posmarowałam się maścią zielarską a o 20 poszłam spać.

W niedziele obudziłam się o 5, popakowałam się , byłam na psim spacerku i kierunek dworzec PKP.

Pojechałam z Mateuszem, z jego rodzicami do największego w Polsce zoo we Wrocławiu,
Byliśmy na miejscu już po 9 a na miejscu o 10. Kolejki jak w PRL za pieczywem, innym jedzeniem,

Z racji z tego że bilety były już wydrukowane, mogliśmy od razu wejść ^^

Pierwsze co było konieczne do odwiedzenia to oceanarium , rekiny, rybki, ryby i inne płazy ^^
Następnie przeszliśmy do samego zoo a tu..LWY, TYGRYSY, KOZIOŁKI, DZIKI, LWY, ZEBRY, KACZUCHY ,KACZUNIE, SŁONIE, wiadomo KANGURY, LEMURY, OSŁY,

No powiem tak bardzo dużo zwierząt. Jedno co mnie zirytowało to zachowanie słoni – miały w ***** zwiedzających, cały czas stały odwrócone tyłem do Nas, więc jeśli ktokolwiek ma zdjęcie to ma w tle dupę słonia, ignoranta ;>

A najbardziej podniecającym i ekscytującym dla mnie momentem był dla mnie wędrowny spacer tygryska po swoim polu i mijał szyby za którymi stałam! Och te oczy, ta ostrość, kolor, pysk, swobodny styl poruszania się, gruby gesty ogon, cos naturalnie pięknego!

Kiedy zobaczyłam na własne oczy PINGWINy to zdziecinniałam..! Takie małe tup, tup, tup..

Maleńkie i takie pocieszne, aż przypomniał mi się batonik Kinder Pingui (mniam, mniam).



Zakochałam się na widok brunatnego niedźwiadka, który czuł się wyjątkowo SWOBODNIE jak na tyle tysięcy zwiedzających, leżał sobie jak na plaży „nudystów” xd brakowało mu tylko leżaka, kapelusza, drinka ze słomką. Nagle podrapał się po brzuchu, Mati krzyczy na cały regulator „MICHU” a niedźwiedź zareagował podnosząc głowę do góry obracając w naszą stronę i znowu głowa na dół haha

A najfajniejsze w tym niedźwiedziowym incydencie było jak przyszedł inny niedźwiedź i chciał się przytulić, może położyć się ale potem sobie poszedł a ten pierwszy dalej sobie leniuchował.
                                           To się nazywa ATRAKCJA!

Ocipiałam gdy zobaczyłam aligatora, brrrr obślizgły jak te wszystkie węzę na których widok zadrżałam ze strachu,
ach to było coś to były emocje, ale jedno tylko tu wypisze


ty lub ty czy wy sam/sami musicie na własne oczy zobaczyć, poczuć – Doświadczyć

TYCH ZWIERZECYCH ZACHOWAŃ, CZYJEJS ZDJĘCIA TEGO NIE ODDZADZĄ, TO CO ZOBACZY SIĘ NA ŻYWO


także nie żałuje, ale jedno brakowało mi: NIEDŹWIEDZI POLARNYCH, ale nie było bo ostatni niedźwiedź taki zmarł :(


Na koniec pozwiedzaliśmy troszkę Wrocławia, a na dole jest o to wybrane zdjęcia.













































   SPODOBAŁ CI SIĘ POST ZOSTAW KOMENTARZ !:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Aktualność

Cześć! Bardzo dawno temu nie dodawałam żadnego aktualnego wpisu i to już od prawie roku. Brakowało czasu, a jak był czas to potrzebowa...