Dziś jestem od 5:50 na nogach,
wpierw czekałam na ojca, ale się nie doczekałam.
O 6:45 wyszłam z mamą na tramwaj,
aby na 7 zgłosić się po numerek do recepcji, nie sądziłam, że nawet Centrum Medyczne HCP jest
takie dziwne, za mało do kitu.. Recepcja otwarta dopiero 7:03, kolejki jak za czasów PRL, ja
dziwnym, dobrym trafem na czczo, bez wzięcia tabletek i śniadania przyjechałam. Recepcjonistka mnie nawet nie skojarzyła,
chociaż nie dziwi mnie to. Ale za to bardzo mnie zdziwiła, a wręcz negatywnie zaskoczyła
postawa mężczyzn – panie w recepcji kazały się ustawić wg specjalisty.
Ok, dobra , ale że wszyscy się
wepchnęli jakby to była kolejka po luksusową striptizerkę dla każdego z osobna,
ŻAL!
Hipolit by tak się nie zachował,
nie sądzę.. W grobie się przewraca i się poprzewraca od tego co się dzieje w
tym całym WIELKIM centrum wildeckim..
Numer 3 czekamy do godziny 9.. a
na karteczce pisało 10, myślę sobie a nawet i lepiej, tym szybciej tym lepiej,
tez się pomyliłam. Lekarka jak to zwykle spóźniona , jak te wszystkie lekarski
w tym Centrum, oprócz lekarzy, bynajmniej nie widziałam, żeby któryś z Nich był
spóźniony. 13 minut po 9, ani Dzień Dobry, ani Przepraszam, ani pocałuj mnie w
dupę, gdzie kultura , gdzie grzeczność wobec pacjentów, na których zarabia i dają
jej popracować? Ech.. Kiedy nadeszła moja kolej dosłownie bałam się, że nie zrozumie
ona mojego problemu i nie do końca zrozumiała, jedynie popukała mnie młotkiem
po ciele całym jakby to było za karę, ale Ja wiem już, że na tym polega takie
badanie neurologiczne, stwierdziła, że mogę mieć zaburzenia nerwowe, ale i tak
mi wypisała trzy skierowania na EEG, EKG
i pobór krwi.
To dopiero strachu dostałam,
zwłaszcza, że terminy takie jakby miało się dostać 20 tysięcy skierowanych, a
tylko kilkanaście, nie dobrze, takie badanie powinno być od razu robione a nie
za miesiąc. EEG na szczęście za tydzień- choć jest jeden plus będę mogła zobaczyć
co mam w mózgu, a zawsze sobie wmawiałam, że mam głupiznę w głowie, a nie
rozum. Może tym razem nerwy mi nawalają, a nie głupota rośnie. Boje się naprawdę.
Nadal szukam w miarę odpowiedniego miejsca na te miesięczne praktyki, wierze w
to, że cos znajdę, to dla mnie niezwykła i prawdziwa szansa o której nawet
marzyłam by w takim miejscach popraktykować, czy cokolwiek. Wróciłam do domu,
po mojego psiaczka na spacer, potem nakarmiłam i pojechałam w odwiedziny do
ojca, od niego pojechałam do Fundacji na rozmowy prywatne i do domu, na skromne
zakupy, znów po psiaczka na spacer, a dalej już jest nieważne…
P.S. prywatnie Ci lekarze na 100% potraktowali by człowieka jak swojego pupilka, a publicznie jak krowę..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz